czwartek, 24 marca 2011

Czepiam się.


No i już wszystko jasne. Podział się dokonał. W „Biedronce” kupują biedacy, żebracy i cały okoliczny plebs. Niestety Prezes nie zdradził, gdzie zakupy robią ludzie zamożni. Mogę domniemywać (idąc w ślady Prezesa), że elita finansowa naszego kraju zakupy robi w sklepach osiedlowych. Od razu po tej myśli wielki optymizm i radość równie wielka na mnie spłynęły. Codziennie widzę grupki elit biznesowych, tabuny zamożnej finansjery jak zbierają się pod sklepami osiedlowymi racząc się wyśmienitym winkiem do śniadania. Bogaty jest nasz kraj, skoro tylu zamożnych dzień w dzień spotykam w sklepikach osiedlowych!
Chciałbym się jeszcze dowiedzieć jakie miejsce w rankingu zatytułowanym „gdzie kupuje bieda?” zajmuje „Netto”, „Żabka”, „Kaufland” czy „Tesco”.

wtorek, 22 marca 2011

Takie sobie myśli.


Wczoraj.
Błądzę dzisiaj myślami po widnokręgu. Dzień wydaje się inny, może za sprawą Stinga śpiewającego w moim pokoju a może za sprawą pierwszego dnia wiosny.
-Dzisiaj bardziej niż zazwyczaj odczuwam bliskość natury, jej jedność, jej piękno. I na ludzi patrzę inaczej. Chodzą jakby pozbawieni świadomości piękna tego co ich otacza. Nieświadomi jak niewiele do szczęścia potrzeba. Szkoda mi ich. Wiem, że może to trochę infantylnie i zbyt banalnie brzmi ale czasem mam takie dni, kiedy to co najprostsze staje się bardzo bliskie.
-O ile łatwiej jest robić rewolucję w kraju, który posiada ropę.
-Patrząc na zachodzące słońce wiem, że na to samo słońce patrzą mieszkańcy Tokio czy Trypolisu. Wtedy bardziej czuję się mieszkańcem naszej światowej wioski, bardziej współczuję i bardziej stoję na barykadzie.
Dzisiaj.
-Po debacie w telewizji dziwię się bocianom. Ja najchętniej bym odfrunął.
-Na weekend jadę do Swojej. Jeśli dopisze pogoda wybierzemy się w plener. Ona zrobi zdjęcia, ja szkice. A po zaspokojeniu artystycznych żądz zjemy kebaba.
-Czasami moja wrażliwość staje na polu z okrzykiem bitewnym a czasem zamyka moje oczy, zatyka uszy i łzy po cichu roni. Każdy czasem potrzebuje wytchnienia.

piątek, 18 marca 2011

Bez tytułu.

Za oknem mokro i zimno. Czasem pejzaż ożywią duże płatki padającego sniegu. Jak w listopadzie, a to wiosna już prawie, prawie... Ogarnęło mnie zniechęcenie jakieś, brak „poweru”, mocy i minuta po minucie czas się rozłazi i przecieka pomiędzy palcami. Potrafię siedzieć przy biurku i zbijać bąki godzinami. Chociaż zbijanie bąków to nasz narodowy symbol, dlatego promować Polskę będą bąki właśnie. Nawet cukru nie kupuję w niemieckim markecie, bo zaczęła mi smakować gorzka kawa. Wczoraj powiedziałem sobie dość. Poszedłem do fryzjera i ogoliłem się prawie na łyso, co w moim przypadku jest niezwykle łatwe. Potem posprzątałem swoje otoczenie i na koniec zrobiłem plan. Ustawiłem alarmy w komórce żeby przypominały mi o zaplanowanych czynnościach na cały tydzień. Wprowadziłem dyscyplinę prawie wojskową. I od razu mi lepiej, nawet obraz skończyłem malować. Teraz już czekam tylko na wiosnę. Bo wiosną łatwiej spełniać swoje marzenia. 

video


czwartek, 17 marca 2011

Perły ze sterty. 12.

Dzisiaj w ramach cyklu „Perły ze stery” dwa filmy: „Niepowstrzymany” i „Nie do pomyślenia”.



Pierwszy film można podsumować wierszem Jana Brzechwy „Lokomotywa”. Otóż niezdarnemu maszyniście ucieka pociąg, trzeba dodać, że pociąg ciągnie cysterny z czymś bardzo wybuchowym. I taki rozpędzony skład mija miasteczka amerykańskie siejąc groźbę wykolejenia cystern, których wybuch zniszczyłby dokumentnie owe miasteczka. Na szczęście pojawiają się na horyzoncie prawie emerytowany maszynista i żółtodziób maszynista, którzy starają się dogonić i zatrzymać zwariowaną kolejkę a tym samym ocalić miasteczkową ludność przed zagładą. Pomijając kompletne bzdury i głupoty jakich pełno w filmie możemy się napawać widokiem rozpędzonego pociągu i jego niszczycielskiej siły. Zapewniam, że po drugim piwie film dostarcza dużo zabawy, a po trzecim to nawet i sporo dreszczyku emocji. Typowy odmóżdżacz dla fanów kolejnictwa. 



Film drugi natomiast jest zupełnie inny. „Nie do pomyślenia” daje nam okazje do pomyślenia właśnie. Temat , jakże modny teraz, dotyczy terroryzmu. A więc terrorysta podkłada bomby w największych miastach amerykańskich. Niestety nie ma możliwości odnalezienia tych bomb, a złapany terrorysta nie jest skory do wyjawienia lokalizacji tychże bombek. Do akcji wkracza, nad wyraz humanitarna agentka FBI i specjalista od przesłuchań, typ spod ciemnej gwiazdy. Rozpoczyna się przesłuchanie, a raczej brutalne i poruszające tortury. Z każdą chwilą przekraczane są granice, których człowiek przekraczać nie powinien. Żeby złamać terrorystę już nie tylko wystarcza podłączanie do prądu, okaleczanie ale w końcu morduje się jego żonę i torturuje dzieci.
Przypominam, że terroryzm czy techniki masowego mordu są naszymi wynalazkami, teraz w obronie przed tymi wynalazkami zabija się ludzi. Co musi się stać, żeby to obłędne i przerażające koło przerwać? Ile osób musi zginąć i jak daleko musimy odejść od człowieczeństwa, żeby się w końcu opamiętać? Film mnie poruszył, nie jest wybitnym dziełem ale zmusza do zadawania sobie pytań. Polecam ale tylko ludziom o mocnych nerwach.

wtorek, 15 marca 2011

Roczek.

Jakoś tak rok temu (bo to w marcu było, tylko nie pamiętam kiedy) za namową Swojej założyłem ten Blog. To znaczy nie ten, bo najpierw był Blog „Szacun brat Wiedźmina”. Kiedy się rozstałem z Moją zmieniłem się w „Zawróconego”. Teraz kiedy znowu jestem ze Swoją powinienem konsekwentnie zmienić znowu charakter i nazwę Bloga ale już mi się nie chce. Niech będzie tak jak jest. Muszę się przyznać, że ten blogowy burzliwy rok oceniam bardzo pozytywnie. Fajnie mi tu z Wami jest. I niech się nie zmienia a jeśli już musi to na lepsze. A dzisiaj z okazji rocznicy, okrągłej rocznicy, kilka piosenek ku uciesze;))))))

video video video

środa, 9 marca 2011

Wrrrrr...

Dzisiaj cały dzień potęgowało się we mnie rozdrażnienie. Od rana dostało się prowadzącym telewizję śniadaniową a dalej było już tylko gorzej. Irytacja i warczenie narastało z godziny na godzinę. Może mam męski tzw. bezkrwawy okres, może wstałem lewą nogą, może zmiana pogody tak na mnie wpływała a może ceny cukru i benzyny wkurzyły mnie do szczętu. Nie wiem. Faktem jest, że mój samochód dawno nie słyszał takiej różnorodności przekleństw. Teraz pierwszy wiosenny deszcz rozmył mój wkurw tak jak rozmył resztki zalegającego śniegu tu i ówdzie. Jest ciepło i pachnie wiosną. Tego mi trzeba było. Zimowa irytacja poszła precz. Takie dni wypełnione złością mają swoje plusy. Całą żółć wylewam wtedy w rysunkach. Wena jest tak samo nerwowa jak ja. Owocem wkurwionej twórczości podzielę się już niedługo:)
Dzisiaj także, niczym Pierwiosnki, wyrosły przydrożne grzybiareczki. Widać, ocieplający się klimat wpłynął na ocieplenie stosunków przydrożnych;)

wtorek, 8 marca 2011

Wilk szczęsliwy i owca uradowana.

Motto na dziś:
"Teza o tym, że mężczyźni są brakującym ogniwem w ewolucji pomiędzy nami (kobietami-przyp.autor), a małpami da się udowodnić." 

 



Wszystkim kobietom w tak świątecznym dniu życzę samych dobrych dni pełnych miłości i szczęścia.


                        Dzisiaj jest wyjątkowy dzień. To najbardziej pluralistyczny dzień w roku, w którym wilk będzie syty i owca uradowana. Po tradycyjnym przyjęciu goździka (koniecznie łodygą do góry jak tradycja nakazuje) kobitki umęczone celebrowaniem dnia kobiet, mogą udać się ze spokojnym sumieniem na babskie spotkania zakrapiane babskimi drinkami.
Facet natomiast nie musi w tym czasie stać przy garach w domowym ognisku. Wszak dzisiaj śledzik. Dlatego facety z pełnym rozgrzeszeniem mogą iść upodlić się pod śledzika trunkami ze wszech miar wyskokowymi.
A gdy facet w końcu doczłapie się nad ranem do domu napotka tam dopiero co doczłapaną kobitkę. W atmosferze wzajemnego zrozumienia cudownie jest wspólnie znosić efekty upojnych nocy. Bo przecież wzajemne zrozumienie jest podstawą każdego udanego związku.  Czego wszystkim Wam życzę;)


*(cytat pochodzi z filmu "Seksmisja", zdjęcie kwiatów z netu)

czwartek, 3 marca 2011

Dietetyczna kręcioła.

Odchudzam się, przechodzę na dietę. Jeszcze tylko jeden pączek, taki pyszny z lukrem. W końcu tradycja. Ale potem już tylko woda, tik taki i ćwiczenia. Może do świąt zdążę z figurą Tap Madl, bo wiadomo, Wielkanoc i znów tradycja. Kiełbasa, ćwikła, babki, mazurki, jajka i czekoladowy zajączek. A potem znów tik taki, woda i pompki na przemiennie z brzuszkami, byle zdążyć do lata. Bo latem to wiadomo, skwar, słońce, lody i zimne piwo. I znów, żeby zdążyć przed jesienią i nie roztyć się zanadto, woda, tik taki i bieganie. Dieta koniecznie, żeby zdążyć przed Wigilią, bo wiadomo tradycja... Kręćka dostać można.

środa, 2 marca 2011

Przytuleni.

Tęskniłem już od jakiegoś czasu do Swojej niemożebnie. W końcu, gdy tylko nadarzyła się okazja, pojechałem do umiłowanej Białogłowy, by na własne zmysły potwierdzić to przenikające nas wzajemne uczucie, które poeci różnej maści zwą Miłością. Aura dookoła jakby na zamówienie podsycała atmosferę upierdliwym trelem ptaków, ciepłym i oślepiającym słońcem, szelestem puszczających się pąków na okalającej nas zieleninie oraz zapachem zbliżającej się Wiosny. Było cudnie. Wspólne planowanie dnia przy porannej kawie dawało mi namiastkę przyszłego zamieszkania ze Swoją. Sens dnia odnajdywał się w najprostszych czynnościach robionych dla lub z myślą o ukochanej. Ten odnaleziony sens dnia daje siły nawet na przebiegnięcie całego miasta (w niedzielny poranek) w poszukiwaniu natki pietruszki do rosołu. Przecież nic tak nie pasuje do niedzieli jak właśnie rosół.
Nic tak nie pasuje do spaceru jak słoneczny powiew wiosny. Długi spacer jest nieodzownym elementem przed popołudniowym barłożeniem i leniuchowaniem w zaciszu domowych pieleszy z ukochaną. Piwo, niezdrowe żarełko, idiotyczne programy w telewizji i nasz absurdalny humor budują przedziwną więź bliskości, rozumienia się bez słów i totalnego, błogiego odpoczynku od tego co spotka nas jutro w tzw. szarudze codzienności.
W ten sposób budujemy nasz wspólny świat, dziwny, niezrozumiały dla innych, bezpieczny i tylko nasz. Zasypiamy z bezpiecznym poczuciem, że wszystko jest na swoim miejscu. Zasypiamy z obawą, by nic tego nie zburzyło. Zasypiamy z tęsknotą do tych mijających wspólnych chwil. Zasypiamy w końcu szczęśliwi, bo przytuleni do siebie.