wtorek, 30 kwietnia 2013

Z ostatniej chwili.

Za oknem pada deszcz.


Dla tych, którzy lubią deszcz i dla tych, którzy niekoniecznie, piosenka.

video

Majówka.


Mówili w radiu, że rozpoczął się długi weekend. No, skoro mówili to chyba prawda. Zaproszony ekspert opowiadał o ile procent  zubożeje nasz kraj, w czasie gdy My,  będziemy święta na grillu smażyć. Pochody, marsze, koncerty, pikniki, wata cukrowa, baba z wąsami i inne cuda na kiju. Wszystko po to, aby rozleniwionemu narodowi zapewnić atrakcji moc.
Ja tymczasem, mówiąc delikatnie, mam w dupie te wszystkie święta, długie weekendy, atrakcje piknikowe i rozleniwiony naród. Na przekór wacie cukrowej i babie z wąsem, solidaryzuję się ze wszystkimi, którzy idą do roboty. Drodzy proletariusze, idący do pracy w majowe święta i w to co pomiędzy nimi! Idę z Wami!


niedziela, 28 kwietnia 2013

Odmieńce.



Motto: "Naród piękny, tylko ludzie kurwy".



 

Podaję najprostszy przepis na bycie odmieńcem:
- po pierwsze brak telewizora; to zawsze wywołuje szok społeczny. Dodatkowo dla spotęgowania odmienności w oczach społeczeństwa,  należy  w miejscu publicznym ostentacyjnie czytać (znienawidzoną przez statystycznego Polaka) książkę.
- po drugie brak dzieci; a nawet brak pożądania takowych. Dla większości społeczeństwa, wyrażana chęć nieposiadania zaślinionego, wrzeszczącego z kupą w gaciach potomka jest niepojęta.
- po trzecie brak wiary w "jedynie słuszną ideologię katolicką"; co z reguły stawia nas po stronie żydo-komuny, masonów, cyklistów i pedałów, czyli towarzystwa na wskroś odmiennego.
Te trzy braki czynią nas odmieńcami trudno akceptowalnymi społecznie. To paradoksalnie daje nam większą dozę wolności w codziennej egzystencji. Odmieniec może więcej, niczym dobry wojak Szwejk, który tylko jako idiota, mógł mówić o tym, o czym inni bali się pomyśleć.


Należy jednak pamiętać, iż bycie odmieńcem, czy też (wzorem wspomnianego Szwejka) idiotą, musi być uskuteczniane z pełną premedytacją, czyli niejako kontrolowane. Jednym słowem trzeba mieć pełną świadomość, tego że jest się odmieńcem. Ponieważ idiotów, kretynów, debili, którzy uważają się za kompletnie normalnych mamy aż nadto (vide rys. wyżej).



Mam ostatnio poczucie oddalenia społecznego. Coraz mniej rozumiem i coraz mniej chcę rozumieć ludzi wokół mnie. Coraz częściej jest mi nie po drodze z większością, co siłą rzeczy czyni mnie odmieńcem. Zatracam więź społeczną.
A najgorsze w tym jest to, że nie jest mi z tym źle.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Odpustowe jarmarki.

Gust to cecha nabyta, która kształtuje się przez całe życie.  Zależna od charakteru kulturowego w jakim się wzrasta, od indywidualnej wrażliwości i od wysiłku jaki się wkłada w nieustanne kształtowanie owego gustu. Ogrom czynników wpływających na gust czyni go niezwykle różnorodnym. Jestem zwolennikiem różnorodności we wszechświecie, dlatego cieszą mnie takie różnice. Nawet indywidualne przypadki totalnego "bezguścia" potrafią być intrygujące. W końcu nasz osobisty gust najbardziej określa to wszystko, co składa się na naszą osobowość. Pewnie, że wolałbym poruszać się pomiędzy gustami mającymi wyższy poziom świadomości, ale wiem, że jest to marzenie niemożliwe.


  O wiele bardziej martwi mnie jednak, coraz większy, powiedziałbym nawet globalny, zanik tej różnorodności. Coraz szerzej postępująca unifikacja kulturowa, która siłą rzeczy wpływa w sposób destrukcyjny na naszą osobowość, świadomość i co za tym idzie, kształtowanie się w nas ogólnego bezguścia. Codzienny otaczający nas świat staje się do przesady użytkowy, pozbawiony własnego charakteru, który oddziaływałby na większą ilość naszych zmysłów aniżeli tylko" łatwo", "szybko", "bez wysiłku". Bezwartościowa sieczka gazetowo - radiowo - telewizyjna, tandetna architektura, śmieciowe jedzenie i niedorobiona odzież chińskich projektantów, otaczają mnie każdego dnia. Codziennie mijają mnie ubrani jednakowo ludzie, z takimi samymi fryzurami, żyjącymi bez refleksji z dnia na dzień w świecie, gdzie wszystko jest na sprzedaż, byle szybko i łatwo. Wpływ na taki stan rzeczy w dużej mierze ma wolny rynek i szybka chęć zysku. Ja jednak uważam, że jeszcze bardziej wpływa na to, nasza bylejakość, lenistwo i co najgorsze, nieodpowiedni ludzie na stanowiskach. I tu powoli dochodzę do motywów jakie popchnęły mnie, by ten tekst napisać. Mam pewną dewiację, która sprawia, że w stosunku do ludzi wykonujących swój zawód, mam pewne wymagania. Nie są to jakieś wymagania nadludzkie. Ot zwyczajne, takie jak kompetencje, uczciwość, wiedza, predyspozycje i chęć pracy.


Niedawno miałem okazję podpatrywać pracę visual merchandisera w jednej z popularnych i dużych sieci sklepów odzieżowych. Takiej determinacji w psuciu przestrzeni użytkowej, uwielbienia odpustowej kolorystyki i bazarowego charakteru całości, jak dotąd nie widziałem. Człowieka, który wykonuje taki zawód od kilku dobrych lat trudno posądzić o brak elementarnej wiedzy. Nawet kompletny żółtodziób skoczyłby do konkurencyjnych "sieciówek", by podpatrzeć tam podstawy ogólnej harmonii przestrzennej. Na tym przykładzie jasno widać, że ani wykształcenie, ani doświadczenie, nie wpływają na pracę tak, jak element osobowości jakim jest posiadany gust. Ktoś o bazarowej wrażliwości nie stworzy nic ponad odpustowy jarmark. To ostatnie zdanie odnoszę nie tylko do opisanego wyżej przypadku, ale niestety do ogólnej tendencji. Politycy, dziennikarze, artyści, nauczyciele, itd., czyli wszyscy, którzy mają wpływ na kształtowanie teraźniejszości, pomimo swych kompetencji i doświadczenia, jeśli będą pozbawieni  elementarnej wrażliwości, poczucia estetyki, jednolitej i harmonicznej wizji, czyli nieco bardziej zaawansowanego gustu, będą w stanie stworzyć jedynie jałowy, plastikowy i bezsensowny świat. 




poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Całoroczne lanie wody.

Prima Aprilis powinien być dniem mówienia prawdy. Przez cały rok, słyszę i obracam się wśród bujdy na resorach. Od kłamliwych reklam, obłudnych polityków, mainstreamowych mediów, aż po daleko posuniętą hipokryzję obywateli. W okazywanej szczerości już tylko zwierzakom można ufać. Coraz trudniej odróżnić wiadomości prima aprilisowe od wiadomości prawdziwych. No chyba, że żart prima aprilisowy dotyczy newsa, że coś nam się w kraju udało, albo poszło ku lepszemu. Wtedy nawet dziecko wyłapie taką bujdę. 


Mój sceptyczny ton, niewyobrażalne chamstwo i kłamliwe tezy jakoby w kraju nie szło ku lepszemu rozsierdziłyby niewątpliwie Pana Stefana N. W końcu nie chodzimy teraz w walonkach, nie podcieramy się wiechciem słomy i nie wsuwamy szczawiu z nasypów. Partia udająca partię postępową i nowoczesną, pokazuje w ten sposób na jakim etapie rozwoju się zatrzymała, jak bardzo oddala się od rzeczywistości i jak łatwo zostaje się Platformą Leśnych Dziadków.


Pod żart Prima Aprilisowy należy bez wątpienia uznać również wybór nowego Papieża. Zabiegi watykańskich fachmanów od Public Relations są moim zdaniem zbyt nachalne. Trochę za dużo cukru w cukrze. Nikt zdrowo myślący nie przyjmie na wiarę takiego nagłego nawrócenia ku ubóstwu.



Dywagacje na temat tego, czy Papież kolaborant donosił, czy też nie, są teraz bez znaczenia. Jasno bowiem widać, iż został wybrany Papież na którego obecny układ finansowy Watykanu ma haki. W ten sposób kardynałowie zabezpieczyli swoje finanse i ciemne interesy na kolejnych parę lat. Odwrócenie uwagi połączone z cudowną przemianą zawsze dają oczekiwany skutek niemówienia o tym, co najważniejsze.



Na koniec, aby mimo wszystko tradycji stało się zadość, uraczę Was żartami Prima Aprilisowymi.
1. Z ostatniej chwili: Prezes Rady Ministrów dzisiaj rano wyszedł z domu, i poszedł po rozum do głowy. Do tej pory nie powrócił.
2. Proboszcz parafii Cierpie Dolne w pobliskiej Biedronce kupił bitą śmietanę. Tym razem zużył ją jedynie do deseru.
3. W specjalnym oświadczeniu dla prasy, były prezydent Lech Wałęsa ogłosił, że jest gejem i lesbijką w jednym, po czym się  zamurował.
4. Polskim lekarzom, jako pierwszym na świecie, udało się wyleczyć pana Bogdana Z. z heteroseksualizmu. Po zakończonej kuracji Bogdan Z. powiedział, że czuje się dobrze.
5. Od środy wiosna! Temperatura sięgnie nawet 20 stopni Celsujsza.