środa, 23 lutego 2011

A teraz coś z zupełnie innej beczki.

video

Już wiem jakie zachodnie wzorce przejął nasz wymiar sprawiedliwości ;)

wtorek, 22 lutego 2011

Nocne dygresje.

-Zmęczyła mnie ta zima i w dół powoli wpędza. Dlatego wypowiadam jej wojnę. Ani słowa więcej o mrozie, śniegu, itp. U mnie już wiosna. Ubieram się wiosennie i najwyżej zmarzną mi cztery litery, albo polegnę zamarznięty pod płotem ale bohatersko to uczynię, i z trelem wiosennym na ustach.
-Sprawdziłem w końcu jaki znak reprezentuję w chińskim kalendarzu. Okazało się, że jestem bawołem. No to mnie przybiło do reszty. Bawół ze mnie jest jak z koziej dupy harfa. Już raczej Gazela, Tygrys, Wilkołak albo inna krwiożercza Panda a tu mi zarzucili w twarz Bawołem. Oburzające. Już jako zodiakalna Panna przyprawiam wszystkich o uśmiech politowania, gdy mówię wprost, że jestem Panną, a teraz ten Bawół dopełnił mojej klęski w życiu towarzyskim. Bo która kobieta chciałaby się związać z Panną o aparycji Bawoła? Całe szczęście, że Moja Kobieta już się chyba przyzwyczaiła do tej mieszanki Panny z Bawołem;)
-Przeczytałem na swoim „ulubionym” portalu plotkarskim, że niejaki Czesław Mozil (Czesław śpiewa) oznajmił, że aby coś osiągnąć w Polsce trzeba być, albo totalnym lizusem, albo twardym „skurwysynem”. Też mi nowina. Gdyby Pan Czesław wychowywał się w Naszym pięknym kraju a nie w ohydnej i pozbawionej wartości katolickich Danii, to wiedziałby, że sztukę włazodupstwa i skurwysyństwa poznajemy już od przedszkola. I sztuki te mamy opanowane do perfekcji wchodząc w wiek pełnoletniości. Oczywiście są tacy, którym ani umiejętność manewrowania w okrężnicy jest nie w smak, ani stąpanie po trupach nie wygodne. Tacy mają przechlapane podwójnie, są znerwicowani, maja doła a w najlepszym wypadku, zamiast iść się wyspać snują swoje nudne dygresje po nocach. Dobranoc;)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Lenistwem po oczach czyli buziaki dla wszystkich.

Spotkał mnie zarzut kompletnego lenistwa. Tak mnie to ubodło, że nieomal spadłem z kanapy. Chciałem od razu dać odpór na te kalumnie ale strasznie niewygodnie jest pisać, gdy leży się w pozycji nieznoszącej żadnego gwałtownego merdania paluchami po klawiaturze. W następnym zdaniu dowiedziałem się, że ów osoba chętnie by ród męski bacikiem do roboty poganiała. Ten bacik na tyle podziałał na moją wyobraźnię (mmrrrrrrał), że zamiar poruszania czymkolwiek oddaliłem na bliżej nieokreślony czas. Ta osoba to wielce znana i sympatyczna iw, która zaszczyciła mnie wyróżnieniem. W tym miejscu powinienem zamieścić link do bloga szanownej iw, ale z powodu że nie naumiałem się jeszcze linkować, to napiszę jedynie: „Ludziska zajrzyjcie na bloga iw, naprawdę warto!!!!!”
No. Następnie zrzynając z bloga iw, dowiedziałem się, że mam wymienić rzeczy które powodują, że jestem szczęśliwy. To mnie zastanowiło na tyle, że uruchomiłem resztki szarych komórek wpatrując się intensywnie w sufit, licząc nań mikroskopijne nierówności. Doszedłem do wniosku, że nie lubię być szczęśliwy. Szczęście kojarzy mi się ze spełnieniem siebie, czyli zakończeniem sensu życia. Bo przecież chodzi o to, aby gonić króliczka. Oczywiście to nie znaczy, że jestem totalnym mrukiem, chociaż zawsze wolałem Kłapouchego od tego kretyna Tygryska. Owszem jestem szczęśliwy, nawet bardzo szczęśliwy ale zawsze, jakaś maleńka cząstka mnie jest nieszczęśliwa szepcząc do ucha, że może być jeszcze lepiej. Czynnikiem najbardziej mnie uszczęśliwiającym jest i zawsze będzie Miłość, poczucie bycia kochanym to jest najbardziej euforyczne doznanie nawet od najlepszego dżointa na świecie. Poza tym uszczęśliwia mnie poczucie stabilizacji z odrobiną pozytywnego szaleństwa, uśmiech i życzliwość innych, dobry film, spektakl i mądrzy ludzie, tabliczka czekolady i poczucie wspólnoty z naturą. To wszystko powoduje, że jestem szczęśliwszy.
Drodzy moi obserwowani blogowicze, wszyscy jesteście godni wyróżnienia. Każdy z Was jest ciekawą osobą, z odmiennym spojrzeniem na świat. Dla przykładu: Magenta rozwala mnie swoim humorem i postrzeganiem zjawisk; Lotnica, Kate czy W drodze, pokazują świat, który mnie zawsze fascynował i dzięki tym blogom mogę go także trochę poznać; Riannon, podziwiam za stworzenie swojego wyjątkowego miejsca, za jakże bliską mi wrażliwość, za humor i za chłopa; el, która zwyczajne dni opisuje w sposób niezwyczajny; czy Margo, która wyraża siebie w taki sposób w jaki ja chciałem zawsze to robić. Dlatego wyróżniam Was wszystkich (których obserwuje i czytam), gdyby to było możliwe, w tym momencie przekazał bym Wam fajkę pokoju i razem byśmy puścili sobie bucha w rozgwieżdżone niebo.
Na koniec muszę się wam przyznać do swojego małego dziwactwa, słabości która mnie uszczęśliwia, niewytłumaczalnego nawet dla mnie, uzależnienia. Otóż, średnio raz na dwa miesiące, odczuwam potrzebę obejrzenia w skupieniu wszystkich części (o zgrozo, nawet tych nowych) „Gwiezdnych wojen”. To uzależnienie jest na tyle silne, że towarzyszy mi od szkoły podstawowej. I odkąd pamiętam zawsze wybierałem mroczną stronę mocy. Piszę o tym dlatego, żeby wykazać, że to nie lenistwo przykuło mnie na kilka godzin do kanapy a jedynie, długotrwałe uzależnienie od Star Warsów. Niech moc będzie z Wami;)

niedziela, 20 lutego 2011

Nie wiem o co kamman dookoła.

Dziękówka za wyróż ;) Niestety ostatnio zaniedbałem Bloga ze względu na deficyt czasu. Dlatego ostatnio nie wiem o co kamman dookoła mnie. Praca zapędziła mnie w kierat oderwania od rzeczywistości.
-Nie zauważyłem nawet narodzin nowej supergwiazdy blogowej. Niejaki Jarosław K. wprowadził nową jakość w blogowaniu, nowy kierunek i rewolucyjne metody blogowania. Teraz należy pisać jedynie przemówienia, odezwy, wystąpienia, apele, ody, hymny, i streszczenie audycji z radia „M”.
-Nie zauważyłem powrotu zimy. W tym miejscu apeluję o jak najszybsze utopienie niejakiej obywatelki Marzanny, która jest odpowiedzialna za mróz, śnieg i sól na moim samochodzie.
-Nowe doświadczenia przyćmiły moją zdolność przyswajania tego co dookoła mnie. Otóż postanowiłem nieopatrznie kupić mieszkanie i niespodzianie znalazłem się w jakimś innym wymiarze. Miejscu gdzie cwaniacy nie dorównujący inteligencją rozwielitce chcą mnie zrobić w trąbę. Gdzie szczytem piękna i smaku jest gładź na ścianie, tynk strukturalny i okaflowany wucet.
A agencje nieruchomości ewidentnie „walą w ch..a” (jak powiedział młody człowiek w telewizji Łużyce gdy zamknęli mu Orlika przed nosem).
-Poza tym dwie informacje rzuciły mi się w oczy. Występowały obok siebie i tworzyły jakby całość. Jeden nius oznajmił, że wypijamy (My Polacy) ponad 13 litrów wódki na głowę. Drugi nius oznajmił, że dobre wykształcenie nie jest już gwarantem uzyskania dobrej pracy.
I jak się tu nie napić? ;))))

poniedziałek, 14 lutego 2011

MacValentines.

Żeby zorganizować jakiekolwiek święto należy zaangażować jak największą liczbę specjalistów od marketingu i wskazać im możliwości zarobienia pieniędzy. Oni zaczną wymyślać wtedy najdurniejsze kampanie, bzdurne reklamy, tandetne gadżety, którymi zaplakatują, zasypią i zakrzyczą nas dokumentnie. Ważne, żeby reklamę święta zacząć najpóźniej dwa miesiące przed świętem, po to aby ofiary kampanii (czyli my) nabrały się na przysłowiową przynętę i połknęły haczyk. Bo chodzi o to, żeby zarobić.
Święta takie wykorzystywane są nie tylko przez żądnych zarabiania handlowców ale także przez ludzi władzy, którzy wykorzystują takie okazje do bratania się z potencjalnymi wyborcami. Pokazują wtedy jacy są prospołeczni, jacy ludzcy a poza tym władza ma taką właściwość, że lubi rządzić. Uwielbia wskazywać ludowi gdzie, kiedy, jak i co ma robić, bo władza lepiej wie. Tak więc jest prikaz: bawimy się, i cała polska rusza w tany. Jest prikaz: smucimy się, i cała polska nosi żałobę. Oczywiście zależność pomiędzy sukcesem marketingowym danego święta a zainteresowaniem władzy tymże świętem jest oczywista.
I trzeci aspekt to My, czyli łykający ten haczyk. Dlaczego tak się dzieje, że łykamy haczyk z uśmiechem na gębie? A bo jesteśmy w większości małostkowi, a na dodatek nie lubimy, lub nam się nie chce, myśleć. Małostkowość polega na tym że uwielbiamy pokazywać innym jacy jesteśmy dobrzy (wystarczy zwrócić uwagę na chęć przyklejania tak żeby wszyscy widzieli serduszka WOŚP, a więc komputer w pracy WOŚP, notes WOŚP, kurtka WOŚP, itp., itd.), jacy jesteśmy patriotyczni (flagę w okno jeb), jacy bogobojni (na procesję tup tup tup) i radośni (gdzie spędzasz sylwestra?). Niemyślenie polega na wygodnictwie. W oczach rządzących (mam tu na myśli nie tylko polityków ale też tzw. poprawność polityczną, media itp.) jesteśmy trybikami które pracują wtedy gdy władza tego chce lub świętują kiedy władza sobie zażyczy. Jest to dla większości wygodne, bo nie musimy planować, wymyślać, kreować. Zrobią to za nas, wskażą drogę a my tylko pokażemy jacy jesteśmy prospołeczni i obywatelscy. Ta mniejszość która ma to gdzieś i stara się robić tak jak sobie chce jest niszowa, antyspołeczna, dziwna i zwariowana.
Dlatego nie lubię Walentynek. Bo prawdziwa miłość rodzi się w nas każdego dnia, ma różne oblicza i nie lubi być na pokaz. I nie zmienią tego żadne kartki, miśki, baloniki czy kwiatki. Albo jest w nas każdego poranka albo jej nie ma. Wszystkim życzę takiej właśnie miłości prawdziwej.








niedziela, 13 lutego 2011

Walentynka z dedykacją dla Swojej.


Jeżeli Miłość Jest

Na naszą słabość i biedę
niemotę serc i dusz
na to że nas nie zabiorą do lepszych gór i mórz
na czarnych myśli tłok
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa
jeżeli miłość jest
jeżeli jest możliwa

na ludzką podłość i małość
na ostry boży chłód
na to ze nic się nie stało a zdarzyć miał się cud
na szary mysi strach
bliźniego wrogi gest
lekarstwem miłość bywa
jeżeli miłość jest
jeżeli jest możliwa


tu kukły ludźmi się bawią tu igra z nami czas
tu wielkie młyny nas trawią i pył zostaje z nas
na to, że z pyłu pył i za początkiem kres
ratunkiem miłość bywa
jeżeli miłość jest
jeżeli jest możliwa

na krajów nędzę i smutek, na okazałość państw
policję, kłamstwo, nudę, potęgę małych draństw
na nocny serca ból, że człowiek żył jak pies
ratunkiem miłość bywa
jeżeli miłość jest
jeżeli miłość jest...

(Agnieszka Osiecka)

czwartek, 10 lutego 2011

Lepkie łapy.

Kościół kat. jest powszechny i niesie ustami biskupów słowa pocieszenia dla wszystkich potrzebujących. Tym razem słowa pocieszenia biskupi kierują do wszystkich złodziei, złodziejaszków i tych co lepkie łapy mają.
Nie lękajcie się i nie traćcie nadziei. Kościół jak Matka Święta przytula Was, rozumiejąc Wasze lęki, obawy, Wasz codzienny trud.
Umiłowani w Jezusie nie lękajcie się albowiem: „Konia ze stajni się nie wyprowadza”.
Amen.
Jeśli niezawisły sąd usankcjonuje opinię biskupów wyrażoną w powyższym zdaniu, to następnego dnia idę do salonu pożyczyć sobie jakąś wypasioną furę, albo paru impresjonistów z muzeum, albo to i to, a co.


środa, 9 lutego 2011

Zezwierzęcenie.


Co nas odróżnia od zwierząt? Świadomość, intelekt, mowa. Jest coś jeszcze, co wprawdzie cechy te wyraźnie zaburza, wydawałoby się przybliżając nas tym samym do zwierząt, ale o dziwo, jednocześnie nas od nich odróżnia. To oczywiście alkohol. Żadne zwierzę nie narąbie się w 3 dupy dla samego nawalenia się. A człowiek i owszem, i jest z tego powodu zadowolony, i dumny, bo wie że, to odróżnia go od zwierząt, to czyni go cywilizowanym homo sapiens.
Kiedyś byłem świadkiem takiego zdarzenia. Pod sklepem delikatesowym na ulicy Odrzańskiej we Wrocławiu chwiało się dwóch smakoszy tanich win. Dookoła rozsiewali woń nieprzespanej nocy.
Wpatrywali się w przechodniów atakując ich od czasu do czasu zwietrzałą prośbą o zeta na kolejne wino. W pewnym momencie para studentów omijając chwiejących się smakoszy weszła do sklepu i kupiła butelkę wody. Koneser tanich win z rozgoryczeniem na twarzy obserwował ten zakup pary studentów. Po chwili zwracając się do swojego towarzysza alkoholowej niedoli stwierdził tonem ze wszech miar filozoficznym: - No patrz... Wodę piją.... Jak zwierzęta.

wtorek, 8 lutego 2011

Baba czy chłop?


Niedawno okazało się że, Mona Lisa z obrazu Leonarda da Vinci jest chłopem. Zchłopienie baby potwierdzone przez naukowców każe zastanowić się nad problemem głębiej, wszak nawet Kopernik była kobietą. No właśnie, jak to jest, czy to baby nam chłopieją, czy chłopy babieją? Czy mając zchłopioną żonę można z nią łazić na piwo, głośno bekać, oddawać publicznie mocz, no po prostu traktować ją jak normalnego kumpla? I jak potem z tym kumplem iść do łóżka? Z drugiej strony taki zbabiony chłop to załamka dla baby i wstyd dla rodu chłopskiego, przykładów takiego zbabienia jest aż nadto choćby w telewizji. A może promieniowanie Kupelweisera znane z Seksmisji daje coraz bardziej o sobie znać?
Swego czasu stojąc w kolejce w sklepie delikatesowym na ulicy Odrzańskiej we Wrocławiu byłem świadkiem takiej rozmowy.
Klient - Poproszę wódkę.
Sprzedawczyni - Ale Pan to chyba nie jest pełnoletni?
Klient - Jeśli już to pani i mam 21 lat o tu dowód mam.
(Po wyjściu Klienta sprzedawczyni do mnie)
Sprzedawczyni - Panie ja już nie mogę, teraz to nawet baby od chłopa odróżnić nie można.


poniedziałek, 7 lutego 2011

Perły ze sterty. 11.

Nareszcie się doczekałem. Byłem zafascynowany jej rolą w „Leonie zawodowcu”, potem były role różne, ale to zawsze było jednak nie to. Teraz w końcu ujrzałem w Natalie Portman bardzo dojrzałą aktorkę. Rola w „Czarnym łabędziu” jest naprawdę świetna. Zagrała baletnicę, która dążąc do geniuszu wpada w szpony obłędu. Gdy przekracza się granicę za którą jest geniusz, ideał, perfekcja to obłęd i szaleństwo są na wyciągnięcie ręki. Od zawsze geniusz i obłęd idą ze sobą w parze. A dążenie do doskonałości bywa śmiertelnie destrukcyjne. I to wszystko w filmie jest świetnie pokazane. Pokazane nie tylko przez bardzo dobrą realizację ale również poprzez świetną kreację Natalie Portman. Myślę, że tą rolą zapoczątkowała następne równie dobre kreacje, Bardzo bym chciał. Dla mnie od dzisiaj Natalie Portman przestaje być małą Matyldą a zostaje dojrzałą Niną. Polecam!!!

środa, 2 lutego 2011

Żeby się nie poddać, ręce nonszalancko wkładam w kieszenie.

W końcu się posprzątałem albo raczej zharmonizowałem. Kiedy wszystko w głowie i dookoła mnie jest porządnie poukładane, to żadne przeszkody mi nie straszne. To umiłowanie do porządku i wewnętrznej harmonii nie jest nabyte wskutek mojego starokawalerstwa, ponieważ mam tak od dziecka. Kiedyś umiłowanie porządku powodowało u mnie wiele problemów. Jeśli wyczułem swoim dziecinnym nosem, że nauczyciel olewa swoja pracę, robi lekcje na odwal się albo nie wywiązuje się z tego co obiecał, to taki nauczyciel i zarazem taki przedmiot lekcyjny od razu przestawał mnie interesować. Niestety po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że przestało mnie obchodzić 90% przedmiotów w szkole. Począwszy od lat 80-tych bylejakość oświaty jest usprawiedliwiana brakiem pieniędzy na wyżej wymienioną. Żeby nie zostać więc analfabetą (teraz żałuję, bo jako nie czytaty i nie pisaty troglodyta zrobiłbym wybitną karierę w mediach lub polityce), odkryłem możliwość samokształcenia. W samouctwie postawiłem na dwa podstawowe cele: ogólne pojęcie o świecie makro i mikro oraz skupienie uwagi na to co mnie interesuje (takich podziałów dokonywałem już w podstawówce). Od razu z kręgu mojego jakiegokolwiek zainteresowania wypadł „WF” i „ZPT”. Z czasem odpadały kolejne przedmioty ( już głównie w liceum) które uznałem za wystarczająco zgłębione. Z czasem nawet brakowało mi czasu na szkołę, bo to co oświata chciała wbić mi do łba ( z kręgu moich zainteresowań oczywiście), ja już dawno miałem zgłębione i wyprzedzałem ją o parę lat świetlnych. To niestety spowodowało, że nigdy nie byłem wzorowym uczniem a czerwony pasek na świadectwie miałem tylko wtedy, gdy sobie namalowałem.
Napisałem ten tekst po to, żebyście zauważyli moi drodzy czytający, jaki dramat, cóż za ból i heroizm powstaje w głębi mojej osoby ;)))). Bo z jednej strony ja, porządnicki, harmonijny, lubiący jasne cele i logiczne wyjaśnienia, a z drugiej strony ona, Polska. Kraj schizofreników, kompleksów, romantyków i cwaniaków, kraj w swej nieprzewidywalności prawie surrealistyczny. Kraj w którym buduje się zręby i kładzie podwaliny, tylko nikt nie wie w jakim celu. Kraj w którym królem jest postać mityczna, a parlamentarzyści zamiast do roboty idą na pielgrzymkę. Kraj w którym kolejne pokolenie zaciska pasa a kolejne pokolenie emerytów nie ma złudzeń. Kraj w którym narodowym sportem jest piłka nożna a reprezentacja tejże gra na poziomie Burkina Faso. I można by jeszcze wymieniać bez liku.
Dlatego obmyślam wciąż i ciągle co zrobić by się nie zniechęcić do tego kraju, by nie zwariować albo przynajmniej by nie popaść w depresję. Więc robię swoje, buduję wewnątrz tego absurdu swój własny świat (a mimo to czasem ręce opadają). Wybudowałem już zręby, teraz będę kładł podwaliny.


wtorek, 1 lutego 2011

Takie tam.

Nie mam czasu na pieprzoty. Prawdę mówiąc to czas mam, ale ten natłok myśli i odczuć dezorganizuje moje zmysły i zdolności. Kotłuje się we mnie wszystko i przewraca. Bałagan w mojej głowie. Na razie maluję obraz, który nikomu się nie podoba oprócz mnie (o zgrozo!), bo światło w nim fajne jest. I tęsknię za Swoją, i za wiosną, i za ciepłem.
Jak uporządkuję siebie to napiszę.